Antonim nicości
Słońce oświetlało skały, jak dogasający płomień rzuca promienie na twarze siedzących wokół ogniska. Miał już dość wędrówki. Usiadł przy skale i jak co wieczór gdy skończył marsz, zaczął te same rozmyślenia nad którymi głowił się już wiele lat. Codziennie próbował sobie odpowiedzieć na to samo pytanie.. Co jest przeciwieństwem nicości? Jaki jest jej antonim? Spędził już tyle czasu nad tym pytaniem, że bał się śmierci, która go zaskoczy a on nie będzie znał dalej odpowiedzi na pytanie nad którym sie głowił. Wpatrzony w horyzont nie zwrócił uwagi na małego chłopca który rysował patykiem na piaszczystej ziemi. Nad czym tak myślisz? Usłyszał..- jesteś za mały, nie zrozumiesz, odpowiedział ze smutkiem. No powiedz! nalegał, ciągnąć go za kawałek ubrania. Filozofowie nie znają odpowiedzi na to pytanie, nad którym myślę, twierdzisz, że ty na nie odpowiesz? Filozofowie zazdroszczą dzieciom. Nie umieją myśleć tak jako one. Każdy filozof chce myśleć jak dziecko. Starzec roześmiał się, i opowiedział małemu nad czym myśli. To proste, rzekł bez namysłu. To Miłość! Gdy przychodzi nicość i nie ma już nic, pojawia się miłość. Gdy nie masz juz nic do stracenia pojawia się miłość i wtedy zyskujesz wszystko...